Być kobietą
Co to, znaczy być kobietą? Myśleć, czuć, decydować o sobie. Być księżniczką chłopczycą, dziwką, świętą? Być żoną, matką, kochanką, zakonnicą?
Sama nie wiem, pogubiłam się w tym. Bo każda jest inna. Każda czuje i definiuje się inaczej.
Jest inaczej postrzegana, oceniana. Jest od cholery stereotypów na temat kobiet.
Przykładowo ten, że wszystkie lubią dzieci i ich rolą jest być matką. Guzik prawda ja nie lubię dzieci. Denerwuje mnie ich płacz. Poważnie. Kocham ludzi i zwierzęta. Jestem wrażliwa. Jednak moje uszy źle reagują na dziecięcy płacz.
Kobiety są emocjonalne wręcz, histeryczne. Nie wszystkie. Są kobiety silne, twardo stąpające po ziemi. Podejmujące konkretne i szybkie decyzje. Są kobiety bardziej i mniej wrażliwe. Poza tym, co u licha znaczy emocjonalny? Kobieta i mężczyzna mają emocje. Każdy okazuje je inaczej. Jedni są płaczliwi, drudzy nerwowi. A jeszcze inni zachowują stoicki spokój. Poza tym reakcja zależy od akcji, do sytuacji Panowie również potrafią płakać. Kobiety głośno krzyczeć jak są wściekłe.
Jednego najbardziej nie lubię ładna, to głupia, bo skupiona na urodzie. Można być ładnym i inteligentnym. Znam osobiście ładne i inteligentne blondynki. Nie będę się rozwodzić nad tym, czy są naukowe dowody na związek urody i inteligencji. Zakładam, że nie.
Stereotyp zapewne ułatwia postrzeganie świata. Pomaga ubrać życie w schematy i rutynę. Wróćmy do bycia kobietą. Jesteśmy, my kobiety ulepione z różnej gliny. To znaczy z różnych wzorców, doświadczeń, środowisk. To nas kształtuje, zmienia. Bo kobieta zmienną jest. Zmienia podejście do życia. Zmienia zdanie. Zmienia styl, ubrania. Czasem partnerów, partnerki. Samo życie. Zmienia pracę. Miejsce zamieszkania. Kwitnie, dojrzewa.
Dlatego nie ma sensu wrzucać nas, kobiet do jednej, drugiej, czy trzeciej szuflady. To jest wręcz krzywdzące i oceniające. Ja jestem daleka od oceniania. Nie żyjesz życiem drugiego człowieka. Nigdy nie wiesz, co byś zrobił lub pomyślał w jego sytuacji. Wyjątki potwierdzają regułę.
Jako kobieta chcę samodzielnie myśleć, czuć i decydować. O swoim życiu, wyborach. Chcę sama wybrać, czy wolę rodzinę, czy karierę. Mogę chcieć pogodzenia jednego z drugim. Mogę wybrać, czy potrzebuję tej, tak zwanej drugiej połówki, czy nie. Chcę wybrać, czy jestem feministką, czy nie. Siedzę okrakiem na płocie. Bo mam w sobie coś z feministki i coś z małej bezbronnej kobietki. Lubię sama o sobie decydować i jest fantastycznie być niezależną. Jednak ten feminizm się kończy, jak trzeba wymienić kran lub naprawić gniazdka, by przepływał przez nie prąd.
To swoją drogą ciekawe. Współczesne kobiety chcą być takie wyzwolone, a jednak lepiej się składa szafy z Ikei, czy naprawia auta męskimi rękami.
Dlatego uważam, że skrajności, dzielenie świata, na czarne i białe nikomu nie służy. Wręcz przeciwnie. Są i chłopczyce grające w piłkę i skręcające meble. Są małe kobietki, które potrzebują męskiej ręki do wkręcenia żarówki. Są damy, które skręcą sobie tę nieszczęsną szafę, jednak miło, jak nie będą musiały.
Ja lubię to, że my kobietki jesteśmy różne. Mamy swoje spojrzenie na świat. Na skręcanie szafy, na miłość, na karierę.
Dobrą sprawą są różnice między kobietą i mężczyzną. Nie tylko te fizyczne. Nie ma sensu wkręcanie sobie, że jesteśmy tacy sami. Sama anatomia człowieka temu zaprzecza. Biologia się buntuje. Psychologia zapewne też. Doceniajmy swoją odmienność i się nie oceniajmy. Bp każdy sam myśli, czuje i decyduje o swoim życiu. Każdy ma inne doświadczenia. Nie popadajmy w skrajności i wojny płciowo- poglądowe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz