Polubiłam wycieczki do puszczy mniej więcej 3 lata temu. To był styczeń, dwadzieścia stopni mrozu, mokro i zimno. I pamiętam, że było do przejścia ok. 15 km. Truskaw, mogiła, powstańców i Bagna. Bagna, a ja adidasach i wszystkich ciepłych ubraniach, jakie miałam. Miałam warstwy, jak ogr, albo cebula. A i tak przemarzłam, jak jakbym była, co najmniej na Antarktydzie. Zwyczajne pa, pa. Tak się zaczął bakcyl do chodzenia po puszczy.
Moja przyjaciółka Monika skończyła kurs na przewodnika i stała się moim osobistym przewodnikiem. Jak wchodzimy do lasu, to cieszy się jak dziecko. Ja też. Monika jako kompetentny przewodnik ustala trasę i pilnuje byśmy trzymały się szlaku. Po latach od złapania bakcyla jesteśmy w puszczy, co drugi tydzień. I z każdą wyprawą cieszymy się jak dzieci i zapominamy o problemach.
Zaczęło się od poznawania szlaków, trzymania tempa. Moja kochana przewodniczka opracowuje trasę i dojazd puszczy, powrót i ruszamy bezkresną zieleń lub paletę barw jesieni, lub zimowy pejzaż. Zależy od pogody. Zależy również od miejsca. Najbardziej lubimy liściaste choinki i kawiarenkę na polanie. Były również konwaliowe szlaki. I piknik na dzikim wrzosowisku. Był grobing na pierwszego listopada, czyli wyprawa na powstańcze mogiły. Na terenie puszczy jest dużo miejsc pamięci. Cmentarz AK Kampinos, Cmentarz w Palmirach, Mogiła Powstańców Styczniowych. Są też kapliczki z drewna na drzewach. Wieże obserwacyjne, które wyglądają jak windy do nieba. Są miejsca, po których widać, że przyroda sama rządzi.
Zdarzają się przygody. Przykładowo goniłyśmy autobus z frytkami w ręku. Po dojściu na przystanek okazało się, że przewoźnik zmienił rozkład i autobus będzie ok godzinę. Były frytki z serem i piwo kampinoskie. W miłej knajpce i jedynej w miejscowości Kampinos
doczekaliśmy się autobusu. Raz pomyliśmy trasę, bo poszłyśmy na pamięć i przechodziłyśmy przez Morze Truskawskie, czyli wielką kałużę, której nie dało się obejść. Zdarzało się zboczyć z trasy i skończyć na innym szlaku. Zdarzało przedłużyć postój i gnać na przystanek. Zdarzało się szukać cmentarza, który był pod nosem i pójść inną trasą niż była planowana. Bez przygody nie ma wycieczki i dobrze, bo są wspomnienia.
Wyprawy są na luzie. Pijemy kawkę na polanie, urządzamy pikniki, robimy sobie fotki nawzajem fotki i przytulamy się do drzew.
Warto mieć przestrzeń, której można odpocząć. Pasja, bakcyl, wyprawa, zaczyna się od pierwszego kroku. Przyroda daje dużo radości i oddech od problemów. Wyprawy na 16 km, to cały dzień na łonie przyrody. Po wyprawie dobrze się zasypia. Spaceruje dużo przyjemniej niż po mieście. Wystarczą wygodne buty dopasowane do pogody i sportowe wygodne ubranie. Plecak z prowiantem, kanapka, coś do picia, coś słodkiego, mokre chusteczki i worek na śmieci. Pamiętaj, by nic nie zostawiać i sprzątać po swoich piknikach. I komu w drogę, temu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz