Powrót do życia
Maj przywitał mnie deszczem i powrotem do pracy. Pójście do pracy i deszcz mnie uszczęśliwiły. Chociaż nie wpadłabym na to, że będę z ochotą szła do pracy i uśmiechem patrzyła na deszcz.
Rozumiem, trzeba się dostosować do ograniczeń słusznych i niesłusznych. Dla naszego dobra lub nie. Każdy ma swoje zdanie. Jednak wracamy pomału do życia, do lasów, na zakupy inne niż spożywcze, do pracy.
Wróciłam do pracy, tylko zmieniłam punkt na tak zwany sklep wolnostojący. Sklep otwarty, mam przyłbicę i rękawiczki. Może wejść jedna osoba, jestem uzbrojona w płyny antybakteryjne. Jest inaczej. Można się śmiało wejść do sklepu w masce i rękawiczkach. Jednak wczoraj na 8 godzin weszły 3 osoby.
W pociągu SKM nie ma tłoku. Mogę usiąść i są wolne miejsca. Cud obecnej sytuacji. Przed kwarantanną ledwo wsiadałam, a między ściśniętych pasażerów trudno było włożyć szpilkę.
W Centrum Warszawy jest mały ruch. Pamiętam przed kwarantanną, ludzie wpadali na siebie i wchodzili sobie pod nogi. Miasto nadal jest puste. Większość mijanych osób ma maski na twarzy lub pod brodą. Ja mam na twarzy maskę lub apaszkę i jestem zasłonięta zgodnie z rozporządzeniem. Czy mnie, to chroni czy, nie? Są różne opinie na ten temat. Na pewno chcę się ochronić przed mandatem i dyskusją przed funkcjonariuszami.
W lesie maskę mogę zdjąć, jak nie ma innych spacerowiczów, przez 90 % wędrówki jestem sama. Ze względu na deszcz, zaglądam rzadziej. Podczas spaceru w niedzielę zauważyłam, że się ożywił. Nabrał koloru, ściślej rzecz ujmując wyrazistych i soczystych odcieni zieleni.
To był powód, z którego deszcz mnie ucieszył. Moknąć nie lubię. Jednak przyroda i ludzie potrzebują. Póki, co mamy ją z deszczu. Wody potrzemy do picia, mycia wytwarzania prądu i przemysłu. Deszcz po alarmujących wieściach z mediów na temat konsekwencji suszy i pożarów w lasach. Był dla mnie znakiem powrotu przyrody do życia.
Ja wracam do życia. Przede wszystkim będę miała z czego żyć. Wróciłam do pracy. Wychodzę na dłużej niż godzinę i wychodzę do ludzi. Jestem teoretycznie zabezpieczona maską i rękawiczkami. W powietrzu krąży niewidzialny duch. Groźny, bo nieprzewidywalny. Nikt nie wie, w jakim stopniu i dla kogo jest groźny. Ja mam mieszane uczucia i docierają do mnie odmienne opinie. Jestem jednak optymistką i wierzę, że wyjdę z tego cało. Wierzę, że większość z nas wyjdzie z tego cało. Wracam do życia, brakuje mi kontaktu z drugim człowiekiem. Mam ochotę uściskać przyjaciół i pogadać na żywo. Lubię spotykać się i z nimi rozmawiać, dlatego ta sytuacja mnie męczy. Powrót do życia dostarcza inspiracji i będę miała czym się dzielić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz